Witamy
W latach dziewięćdziesiątych straciłem bardzo dobrze płatną pracę. Była to najmniej odpowiednia dla mnie chwila, bowiem miałem właśnie zamiar wymienić samochód. Niestety musiałem więc tę przyjemność odłożyć na później. Przez jakiś czas byłem bezrobotny, ale miało to i swoje dobre strony, bowiem przydarzył mi się wyjazd do pracy w Holandii. Miałem tam pracować na plantacji tulipanów. W Holandii pracowałem ponad rok. Praca była dość ciężka, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Zarabiałem 12 guldenów za godzinę pracy i była to uczciwa zapłata, tak jak uczciwy był rolnik u którego pracowałem. Pracowaliśmy dziennie nawet po 10-12 godzin, a więc nietrudno wyliczyć, że nawet odliczając noclegi i utrzymanie zarobiłem tam niezłe pieniądze. Po powrocie do kraju nadal nie miałem pracy, ale miałem pieniądze. Postanowiłem założyć własny interes. Handel obwoźny na tym etapie wydawał mi się najodpowiedniejszy. Na to jednak potrzebny był samochód, samochód mój już był mocno wysłużony i nie nadawał się do takiej pracy. Postanowiłem sprzedać zarobione w Holandii guldeny i kupić samochód W banku kurs guldena nie bardzo mi odpowiadał więc zdecydowałem się odwiedzić kantory walut. Tam kurs guldena był zdecydowanie wyższy więc sprzedałem guldeny w kantorze. Część złotówek uzyskanych ze sprzedaży guldenów musiałem zainwestować w towar, dlatego na zakup dobrego samochodu już nie wystarczyło. Musiałem dobrać pieniądze z banku. W jednym z nich zaproponowano mi dobry, przynajmniej zdaniem tego banku, kredyt samochodowy. Postanowiłem jednak sprawdzić w innych bankach i okazało się, że miałem rację. Bank bankowi nie jest równy i kredyt kredytowi również. Wprawdzie podpowiadano mi, żebym przemyślał leasing, ale obliczyłem, że będzie to droższa inwestycja od kredytu. Dlatego zdecydowałem się na kredyt i kupiłem samochód. Wprawdzie ciążył na nim zastaw bankowy, ale nie martwiłem się tym specjalnie. Miałem nadzieję, że interes się rozwinie, a ja szybko bank spłacę. Na szczęście okazało się, że miałem rację. Teraz mam już nowy biznes, nie muszę już przemieszczać się samochodem po całym niemal województwie. Ale gdyby nie wyjazd do Holandii i nie zarobione tam pieniądze, nadal tkwiłbym na bezrobotnym. Ja miałem szczęście, bowiem miałem znajomych, którzy mi pomogli Wtedy jeszcze w Holandii nie można było oficjalnie pracować. Mój pracodawca dużo więc ryzykował zatrudniając mnie u siebie. Inni niestety takiego szczęścia nie mieli.
Ryszard